sexta-feira, 15 de janeiro de 2021

Eclipse

CD – Creative Sources Recordings – CS695, Lisbon 2021


















1. Solar eclipse - 35'40''
2. Lunar eclipse - 33'04''

Guilherme Rodrigues - Cello
Mariana Carvalho - Piano
Ernesto Rodrigues - Harp & Electronics
João Valinho - percussion




Recorded November 2018, Lisbon

Reviews

This atmospheric quarter with Father and Son was recorded in November 2018 at Namouche Studio, Lisbon. It includes João Valinho and Mariana Carvalho, who is a revelation! The quartet play two track: nearly 36 minutes long "Solar Eclipse", and 33 minutes long "Lunar Eclipse". The first one is a typical free improvised minimal music with plenty of strings, inside piano and electronics, so typical for the Rodrigues family. The novel thing is the use of the harp by Ernesto, The second piece is similar, employing a lot of pauses and fragmented sounds. Typical, but as absorbing as always. Fantastic free improvised chamber music! Maciej Lewenstein



Se são já muitos os títulos em que podemos encontrar a dupla de pai e filho constituída por Ernesto Rodrigues e Guilherme Rodrigues, este destaca-se pelo facto de a eles se juntarem dois músicos que, apesar dos efeitos da pandemia, vêm conquistando um lugar próprio (e bem merecido) no circuito nacional da livre-improvisação, a pianista Mariana Carvalho e o baterista/percussionista João Valinho. Não só, mas também: “Eclipse” tem a particularidade ainda de, nele, o pai Rodrigues surgir não com a sua habitual viola, mas com uma harpa ligada a dispositivos electrónicos.
O que nos traz este disco de estúdio – outra característica distintiva, sabendo-se que Ernesto e Guilherme valorizam as gravações ao vivo – é um enfoque no factor “vibração”. Tudo aqui vibra: as cordas do violoncelo, do piano e da harpa, os processamentos digitais desta última, as peles e os metais da percussão, com a procura dessa dimensão vibracional, da criação de harmónicos e “overtones”, definindo por inteiro a abordagem ultra-minimalista e de “drone music” às duas peças de longa duração reunidas, “Solar Eclipse” e “Lunar Eclipse”. Aqui, os dois Rodrigues estão bem longe das coordenadas do reducionismo ou do chamado “near-silence” que foram, e até certo ponto ainda têm sido, as suas, embora os parâmetros sejam equivalentes: recurso a poucos materiais, exclusiva utilização de texturas, diminuição do volume até ao extremo.
Este vector vibracional acaba por reforçar algo que vem particularizando os dois Rodrigues nestes últimos anos: uma música que é cada vez mais atmosférica (não digo “ambiental” para ficarem bem marcadas as distâncias relativamente ao ambientalismo de Brian Eno), cada vez mais misteriosa e intrigante (servindo bem o tema astronómico escolhido, com recursos que nos remetem inevitável e pluralmente para as abordagens cósmicas de Sun Ra e da tendência por este aberta no jazz, do krautrock que se fascinou pelas estrelas, do black metal mais experimental e abstracto – aquele menos metal e mais black, o black do negrume espacial – e da música electrónica “lowercase”) e cada vez mais imagética (com o tipo de imagens que só a nossa imaginação, mais do que o cinema ou o vídeo com “efeitos especiais”, nos proporciona.
De certa maneira, com as pontes contribuídas por Carvalho e Valinho, é como se Ernesto e Guilherme Rodrigues se cruzassem por meio desta edição com o universo de Rafael Toral. Depois disto, desta inesperada convergência de conceitos e práticas com os desse outro grande nome da música criativa portuguesa, bem que não seria de estranhar uma futura colaboração Rodrigues/Toral. É sempre fascinante quando músicos com percursos tão distintos acabam por se encontrar nos mesmos descampados. Ou, no caso, nos mesmos sistemas solares. Rui Eduardo Paes (Jazz.pt)

Na drugie spotkanie z Rodriguesami przenosimy się lizbońskiego studia Naumoche, dodatkowo cofamy w czasie o niemal trzy lata, do listopada 2018. Przed nami rozbudowana, dwuczęściowa ekspozycja kwartetu w składzie: Guilherme Rodrigues – wiolonczela, Mariana Carvalho – fortepian, Ernesto Rodrigues – harfa i elektronika (bez altówki!) oraz João Valinho – instrumenty perkusyjne. Pierwsza część zwie się Solar Eclipse, druga dla odmiany - Lunar Eclipse. Całość trwa ponad 68 minut.

Słonecznie… U progu nagrania wita nas mrok ambientu, całkiem nieznanej proweniencji. Głucha przestrzeń oddycha, po brzegi wypełniona ciszą, skwierczącą dźwiękowym niebytem. Bije dzwon, pojawiają się pierwsze pół drony, zapewne ze strun i piana, ale także smugi elektroakustycznej poświaty, jaką generuje ogół narzędzi pracy muzyków. Opowieść nabrzmiewa, jak ropa na zakażeniu, płynie niczym parostatek w ciemnej mgle. Struny trzeszczą, piano drży, harfa podpięta pod elektronikę i perkusyjne talerze rezonują. Kilka akcentów deep drumming rozpoczyna proces wyłaniania się z mgły elektroakustyki prawdziwych, żywych dźwięków. Odbiorca przez pewien czas pozostaje w dysonansie poznawczym, albowiem wiele fraz, czy półdźwięków dociera do nas z bliżej nieokreślonych miejsc i przedmiotów. Po czasie narracja formuje się ponownie w delikatny, akustyczny dron, niemal niezauważalnie wspierany nagą elektroniką. Opowieść przypomina starsze nagrania AMM, trwa niczym foniczna zawiesina na nieboskłonie. W połowie seta zostaje ona jednak sprowadzona do postaci sygnału elektroakustycznego, który staje się podwaliną nowego wątku improwizacji. Ten lepi się z matowych, niemal niesłyszalnych fraz, obłoków szumu i plejady szmerów. Znów musimy trochę poczekać, by w strumieniu dźwiękowym zacząć wyróżniać dźwięki czysto akustyczne. Misterium skupienia znów trwa, niczym kolejny koncert AMM. Na zakończenie improwizacja formuje się w jednorodny strumień fonii, oblepiony czerstwą syntetyką i rezonującą akustyką. 

Księżycowo… Druga historia definitywnie kwalifikuje się już do odsłuchu słuchawkowego! Drżące struny, pomiędzy które wpychana jest perkusyjna pałeczka, multiplikująca się cisza, dźwięki z najgłębszych zakamarków piana, szumiące talerze, sycząca harfa i pomruki wiolonczeli. Tym razem bez znamion dźwięków syntetycznych, tudzież elektrycznych. Filigranowa, akustyczna podróż po ciemnym pokoju, wypełnionym obumierającym robactwem. Lunatyczny trip po gęstym lesie, bez jakichkolwiek drogowskazów. Nano-preparacje, gęste pasma ciszy, celebracja rytuału zaniechania i wyczekiwania. Po upływie kwadransa dźwięki harfy zapraszają do dźwiękowego współistnienia pewien nieakustyczny ochłap fonii, który przypomina pracę starego wzmacniacza gitarowego. Aura nabiera tajemniczości, a ilość dźwięków niezidentyfikowanych rośnie na osi czasu. Gra toczy się na małych polach, muzycy generują wyłącznie krótkie, urywane frazy, wciąż balansując na granicy ciszy. W tle sączy się już wartkim strumieniem elektroakustyczny szum. Tworzy się coś na kształt osi dramaturgicznej, opowieści, która po ślimaczemu pęcznieje i nadyma się niczym przeterminowane drożdże. Kilka rezonujących dźwięków, pojedyncze szarpnięcia za struny, takież uderzenia w klawiaturę. Po wybiciu kolejnego kwadransa improwizacja umiera nad wyraz cierpliwie, na końcu dając nam wyłącznie ów ochłap skwierczącego, nieistniejącego wzmacniacza gitarowego. Andrzej Nowak (Spontaneous Music Tribune)

Emulating a solar eclipse and a lunar eclipse in two evolving improvised chamber works that take the quartet of Guilherme Rodrigues on cello, Mariana Carvalho on piano, Joao Valinho on percussion and Ernesto Rodrigues (switching from viola to harp & deploying electronics) through mysterious soundwork that move from darkness to light in detailed and subtle ways. Squidco