Digital Edition 2025
Ernesto Rodrigues - Violin
Guilherme Rodrigues - Cello
Mia Dyberg - Alto Saxophone
Vojta Drnek - Accordion
Kai Fagaschinski - Clarinet
Matthias Müller - Trombone
Klaus Kürvers - Double Bass
Richard Scott - Modular Synthesizer
Sofia Borges - Percussion
Recorded October 2024, Berlin
Photography Carlos Santos
Reviews
The Berlin-based, pan-European Red List Ensemble is an experimental, free-improvising, and non-hierarchical collective, founded by Portuguese cellist Guilherme Rodrigues. The nine-musician ensemble's textural, electroacoustic approach focuses on music created through patient, methodical timbral research and spontaneous improvisation, blending acoustic and electronic voices through experimental and extended techniques.
Fabrica de Lanificios (Wool Factory in Portuguese) is the ensemble’s sophomore album, following Scope (Creative Sources, 2020). The ensemble features Guilherme Rodrigues, his father, Portuguese violinist Ernesto Rodrigues (who heads the Creative Sources label), and percussionist Sofia Borges, Czech accordionist Vojta Drnek, Danish alto sax player Mia Dyberg (who also took the cover photo), German clarinettist Kai Fagaschinski, trombonist Matthias Müller, and double bass player Klaus Kürvers, and British modular synth player Richard Scott. The album was recorded live at Petersburg Art Space (PAS) in Berlin in October 2024.
The album offers three extended, untitled collective improvisations that highlight the organic, collective development of the music. The first piece evolves slowly out of sound-oriented timbral searches, patiently creating a rich musical universe of sparse and minimalist gestures that blend abstract and reductionist sound art with ideas drawn from contemporary music, free jazz, and free improvisation. The second piece builds on the dynamics forged in the previous piece, focusing on adventurous and bold sound collisions, with Scott’s modular synth sound acting as an agent provocateur throughout the complex, layered interplay. The last and longest piece adds more power and volume, encapsulating the ensemble’s intense dynamics into a cohesive, dramatic conclusion. It features a brief free jazz vein from Dyberg and Müller, subversive, reductionist undercurrents from Scott and Borges, Drnek’s twisted, folky melodies, and concludes with a surprisingly emotional, lyrical coda. Eyal Hareuveni (Percorsi Musicali)
Z berlińską formacją Red List Ensemble zetknęliśmy się na przełomie dekady, gdy ukazał się jej pierwszy album z bardzo czerwoną okładką. Za tym kolektywnie improwizującym większym składem kryje się, w aspekcie sprawczym, portugalski wiolonczelista Guilherme Rodrigues, od lat rezydujący w stolic Niemiec.
Do kolejnej inkarnacji RLE doszło … w Polsce, gdy rzeczony Portugalczyk był gościem-rezydentem piątej edycji Spontaneous Music Festival. Na scenie Dragona zebrano międzynarodową grupę muzyków, która po krótkiej instrukcji Guilherme (mamy się wszyscy bardzo uważnie słuchać) swobodnie improwizowała, a dokumentację fonograficzną tego zdarzenia można odnaleźć na jednej z płyt cyklu Spontaneous Live Series. Dodajmy, iż ostatecznie podmiot wykonawczy został w tym wypadku określony mianem Spontaneous Orchestra.
Na powrót pod nazwą Red List Ensemble formacja zaznaczyła swoją obecność na mapie improwizowanej Europy na początku minionego grudnia. Nagranie koncertowe zarejestrowano w Berlinie jesienią roku poprzedniego. Oczywiście i tym razem zestaw personalny jest inny, jakkolwiek, skoro koncert miał miejsce w mieście rodzinnym grupy, część muzyków doskonale pamięta i była elementem wykonawczym pierwszej płyty formacji.
Rejestracja koncertu zawiera trzy wielominutowe opowieści, z których każda kolejna jest dłuższa od poprzedniej, a wszystkie razem trwają niepełną godzinę zegarową. Na scenie dostrzegamy dziewięcioro muzyków wyposażonych w trzy instrumenty dęte, trzy strunowe, akordeon, syntezator modularny i perkusjonalia.
Otwarcie spektaklu jest dość typowe dla dużych składów, które pracują bez notyfikacji, tudzież wsparcia kierowniczego – strzępy dźwięków, elektroakustyczny szmer, filigranowe zgrzytanie strun, prychanie i nerwowe oddechy dętych. Wszystko to tworzy strugę fonii, która z oczywistych względów dość szybko nabiera masy własnej. W tym wypadku RLE potrzebuje około siedmiu-ośmiu minut, by stanąć na baczność i dąć w róg, ile fabryka dała. Ekspresja eskaluje, ale śmiało można skonstatować, iż wszystko znajduje się pod pełną kontrolą artystów. Dowodem zgrabnie uformowana koda, ugaszona niemal do pojedynczego dźwięku.
Druga opowieść na etapie początkowym wydaje się definitywnie kameralna, szyta długimi poścignięciami pędzla. Na czoło forsują się strunowce i akordeon. Muzyka faluje, efektownie podszczypywana przez instrumenty dęte i perkusjonalia. Te ostatnie chętnie przejmują na siebie obowiązek klejenia opowieści w bardziej linearny ciąg zdarzeń. Improwizacja ma tu kilka intrygujących momentów zwrotnych. Wspaniale łapie oniryczną ciszę, z której wyłania się mocą kreatywności każdego z artystów, a w okolicach dziesiątej minuty wspina na spore wzniesienie. Finał drugiej części jest bardzo reaktywny, skoczny, niemal radosny.
Ostatni akt spektaklu trwa prawie dwa kwadranse i efektownie konsumuje zdobycze artystyczne poprzednich części. Początek to plejada short-cuts wchodząca w permanentne interakcje. Muzycy nakręcają się wzajemnie, jak sprężyny wielkiego zegara. Stabilna intensywność zostaje osiągnięta już po kilku minutach. W dalszej części tej bogatej w wydarzenia odsłony koncertu natrafiamy na fazę ambientowego mroku, drobne ekscesy strunowo-talerzowe, niemal free jazzową eskalację, passus melodyjnego frazowania puzonu na tle rozdygotanego backgroundu, odrobinę narracyjnej flauty zawieszonej na akordeonowym dronie, wreszcie etap elektroakustycznych pulsacji. Po siedemnastej minucie flow zdaje się w końcu formować w coś bardziej linearnego i mającego wspólny dla wszystkich kierunek podróży. Znów warto podkreślić kreatywność i żywotność perkusjonalii. Samo zakończenie inauguruje seria powtórzeń, potem słyszymy dużo melodii, szczególnie klarnetu, która nastraja muzyków do bardzo łagodnego zakończenia koncertu. Andrzej Nowak (Trybuna Muzyki Spontanicznej)



